<?xml version="1.0" encoding="UTF-8" ?>
<rss version="2.0">
    <channel>
        <title>Na Ustach - Zrelaksuj się z nami</title>
        <link>http://na-ustach.mozello.pl/zrelaksuj-sie-z-nami/</link>
        <description>Na Ustach - Zrelaksuj się z nami</description>
                    <item>
                <title>Cyganka</title>
                <link>http://na-ustach.mozello.pl/zrelaksuj-sie-z-nami/params/post/2013771/</link>
                <pubDate>Thu, 13 Feb 2020 19:17:00 +0000</pubDate>
                <description>&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;img src=&quot;//site-899280.mozfiles.com/files/899280/medium/snow_tree_christmas_xmas_season_cold_snowfall_december-1259187.jpg&quot; style=&quot;width: 508px;&quot; class=&quot;moze-img-center&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;b&gt;&lt;span style=&quot;color: #572d1b&quot;&gt;TEKST: Aneta Lejwoda - Zielińska&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Złociutka, zapnij mi perły na szyi, bo palce za grube - usłyszałam, gdy odwróciłam się w stronę ulicy.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Kilka metrów dalej stał granatowy mercedes. Charakterystyczne logo - trójramienna gwiazda, błyszczało w promieniach styczniowego słońca. Doskonale znałam się na markach samochodów. To jedyna rzecz, której nauczył mnie ojciec, nieżyjący od blisko dwudziestu lat mechanik samochodowy. Taka scheda po nim, pomyślałam z przekąsem. Ojciec chlał na potęgę. Jedyne, co rozumiałam z jego pijackiego bełkotu, to powtarzane z pasją marki samochodów. Często mnie z tego egzaminował, a potem chwalił się przed kolesiami, że mała odziedziczyła po nim zamiłowanie do mechaniki. Głaskał mnie utytłanymi w smarze, trzęsącymi się od wódki łapami, czego nie znosiłam. Właściwie to nigdy nie widziałam ojca trzeźwego, ani wtedy, gdy przychodził do szkoły na wywiadówki, a ja usilnie próbowałam się go pozbyć, wmawiając mu, że wychowawczyni już poszła do domu, ani wtedy, gdy leżał w szpitalu na wpół zżarty przez raka i wykradał pielęgniarkom spirytus salicylowy, by wypić go potem jednym duszkiem w ubikacji.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Złociutka - głos się powtórzył.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Który to już raz w tygodniu? Straciłam rachubę. Przestałam liczyć, gdy sytuacja powtórzyła się po raz trzynasty. Może nie powinnam przestać myśleć o odwróceniu tego czarnego scenariusza? Przecież zawsze jest nadzieja... Do tej pory rozmawiałyśmy przez okno od strony pasażera, przez opuszczoną do połowy szybę, dziś Cyganka lekko uchyliła drzwi. A więc coś się zmieniło. Co prawda niewiele, ale jednak. Jeśli skoncentruję się na szczegółach, może dostrzegę więcej takich odstępstw.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Złociutka, podejdź tu na chwilę - powiedziała przymilnie Cyganka. - Pomóż człowiekowi w potrzebie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Za pierwszym razem uległam odruchowi czysto ludzkiemu. Chciałam pomóc. Nawet przełożyłam torebkę na lewe ramię i zerknąwszy na zegarek, zrobiłam krok w kierunku mercedesa. Matka czekała na mnie od godziny. Znowu będzie marudziła, że nigdy mi się nie spieszy. Ostatnio marudziła zbyt często. Denerwowało ją wszystko. A to nie ta piżama, a to mandarynki za kwaśne, szpitalne jedzenie niedobre, córka ciągle zapracowana, przychodzi zbyt rzadko i tylko na kilka minut. Nie dba o matkę tak, jak matka dbała kiedyś o nią. Za każdym razem to samo. Akurat ten motyw nigdy nie zmienia się w scenariuszu. Czy gdybym podeszła do samochodu, gdybym pochyliła się nad starą, próbując zapiąć te cholerne perły, matka martwiłaby się moją długą nieobecnością? Czy uchroniłoby to przed śmiercią tamtą kobietę? Tamta kobieta miała dziecko, ja nie mam dzieci. Nigdy nie chciałam mieć.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Złociutka - głos nalegał.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Coś zaczyna się dziać.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Nasze spojrzenia spotkały się na ułamek sekundy. Miała czarne, smutne oczy. Starość nie odebrała im blasku. Były piękne. Nie dostrzegłam w nich nic, co mogłabym zinterpretować jako ostrzeżenie, żadnego cienia, najmniejszej rysy. Cyganka była mistrzynią kamuflażu.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Podejdź, złociutka - powtórzyła i wyciągnęła rękę w moją stronę, eksponując perły dla uwiarygodnienia prośby. Dłoń trzymająca błyskotkę była długa i smukła, powleczona pomarszczoną skórą o odcieniu bursztynu. Szpiczaste paznokcie czerwieniły się na tle szarego futra, w które ubrana była Cyganka. Wszystko zdawało się krzyczeć:&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Podejdź bez obawy! Bogaci Cyganie nie kradną, jeżdżą wypasionym mercedesem, ich kobiety noszą futra i mają perły! Nie muszą kraść!&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- A pani syn? - przeniosłam wzrok na siedzącego obok starej Cygana. - Dlaczego on nie pomoże?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Był przynajmniej dwa razy młodszy od niej. Okrągła twarz, duży nos i usta, małe, kaprawe oczka nie wzbudzały zaufania. Było w nim coś takiego, co z miejsca nakazywało zachować ostrożność. Uśmiechnął się delikatnie, lecz jakby od niechcenia. Musiał już wiedzieć, że tym razem nic nie wskórają. Jego uśmiech zdawał się mówić: nie ma sensu silić się na coś więcej.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Nie wziął okularów - powiedziała stara, mrużąc oczy. Ona też już się domyślała. Śledziła każdy mój ruch.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Ślepy nie powinien siadać za kierownicę - stwierdziłam, mimowolnie sięgając do kieszeni kurtki. Nie, nie po telefon, ot tak po prostu, zwykły odruch zakłopotania. Usłyszałam trzask zamykanych drzwi. Cygan szybko wcisnął sprzęgło, wbił bieg i zerknąwszy w boczne lusterko, dał gazu. Samochód powoli ruszył do tyłu. Powinnam była ich zatrzymać, odetchnęłam tylko z ulgą.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Uczucie ulgi nigdy nie trwa długo. Wkrótce osaczą mnie wątpliwości i poczucie winy. Kolejny raz stchórzyłam. Pojawi się strach, nieznośny, dokuczliwy, wyciskający z serca wszystko, co ważne, kurczący je do wielkości piłki pingpongowej, małej, kruchej, pustej w środku. Wszystko powróci. Następna szansa wkrótce. Czy dam wtedy radę? Zadawałam sobie to pytanie już tylekroć, za każdym razem obiecując, że dam. Dam radę! Tymczasem kolejny raz stchórzyłam. Jak przerwać to błędne koło, ciąg wciąż powtarzających się zdarzeń?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;br&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-left&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: 18px;&quot;&gt;&lt;img src=&quot;//site-899280.mozfiles.com/files/899280/snow_winter_landscape_nature_frost_christmas_december_january-1138529.jpg?1581621636&quot; style=&quot;text-align: justify; width: 423px;&quot; class=&quot;moze-img-center&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: 18px;&quot;&gt;&lt;br&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: 18px;&quot;&gt;&lt;br&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: 18px;&quot;&gt;Jem obiad, naleśniki z serem, moje ulubione. Jest ciepłe, przytulne popołudnie. Popołudnie spędzone wśród swoich. Powietrze drży. Rodzina jest największą wartością, powtarzam w myślach jak mantrę. Nie wolno mi o tym zapominać, inaczej przepadnę, zginę wśród mgły. Tyle razy słyszałam te słowa. Ludzie umieszczają je na transparentach. Rodzina najważniejsza! Powinnam wytatuować to sobie na skórze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Halo, tu ziemia! - słyszę wesoły, dobrze znajomy głos. - Może wybralibyśmy się na zakupy?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Nie znoszę zakupów, ale Adam o tym nie wie. Chce sprawić mi przyjemność. Nowy ciuch polepsza samopoczucie każdej kobiety. Telewizyjny slogan. Działa jak kieliszek brandy. Pobudza. Kupimy kilka bluzek, bieliznę, głównie dla mnie. Kolejne rzeczy na wieszaku w szafie, kolejne, których nigdy nie założę.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Tak, jedźmy - odpowiadam.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Robię to dla niego. Nie zasłużył na prawdę. Źle... Nie zasłużył na ból, a prawda byłaby bolesna. Całuje mnie w czoło, potem w szyję. Odsuwam się delikatnie, niby żartem. Przełykam ostatni kęs naleśnika, idę do łazienki, myję ręce, twarz... Spoglądam w lustro. Obce oczy, maska, trudno ją zmyć, staje się to coraz trudniejsze.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Jesteś mistrzynią kamuflażu jak ta Cyganka, myślę, odwracając się od lustra. Jest mi niedobrze. Czuję napływającą falę mdłości. Brzuch pulsuje. Gorąco, coraz goręcej. Pot. Nogi słabną. Nie chcą mnie dźwigać. Niepotrzebny strup ciała. Siadam na taborecie i pochylam się, kulę jak gąsienica dotknięta źdźbłem trawy, mała, zielona, wystraszona, która tylko to potrafi - uciekać, kryć się w sobie, nic więcej. Jestem tchórzem.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Kochanie - słyszę zza drzwi. - Kochanie, długo jeszcze? Którą ci wziąć torebkę?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Wszystko jedno... Jest mi wszystko jedno! Nie mogę mu tego powiedzieć. Zamiast głęboko oddychać, zaciskam usta. Muszę poczekać.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- A może plecak? Ten pomarańczowy... - głos nie daje spokoju, wwierca się w świadomość, zdaje się trafiać w każdy nerw.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Zatykam uszy. Nie pomaga...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Kochanie?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Powinnam się teraz odezwać. Adam nie lubi, gdy milczę. Mówienie jest dla niego objawem zdrowia. Milczenie niepokoi, zatrważa.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Mów do mnie - upomina się zawsze.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Ale co? - pytam. - Co mam mówić?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Nie wiem! Po prostu mów... Co w pracy? Jak się czuje twoja matka? - tłumaczy wyraźnie zdenerwowany. - Wszystko jedno co! Lubię, gdy opowiadasz o sobie, o nas...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;O nas... Tam, gdzie utknęłam, nie ma nas. Jest za to ból, strach i szansa, aby z tym skończyć.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Zaraz wyjdę - uspokajam go. - Wyczeszę włosy, pomaluję usta.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Bez tego jesteś piękna.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Wiem, że się uśmiecha, gdy to mówi. Dowcipkuje. Dobrze. Znowu się udało. Coraz trudniej...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Jedziemy ruchliwą szosą. Przed i za nami kawalkada brudnych aut. Powietrze szare, przymglone, cuchnące spalinami. W radiu śpiewa Czesław Niemen, &quot;A my, jak we śnie, jak we śnie, jak we mgle.&quot; Dosłownie. Jak we mgle...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Szef dał mi urlop - mówi nagle Adam. - To tylko cztery dni, ale może byśmy gdzieś wyjechali? Chyba najlepiej w góry, co? W Bieszczady...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Mówić, trzeba mówić, żeby uśpić jego czujność. &quot;Na co nam świat, na co czas, to wszystko trwa obok, obok nas&quot;. Lubię tę piosenkę.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Na co nam świat, na co czas... - powtarzam szeptem, a potem już głośno: - Wspaniale!&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Mam suchy, drewniany głos. Adam zerka na mnie, jeden, dwa, trzy razy, liczę w myślach. Coś go zaniepokoiło. Szybko odwracam twarz. Patrzę za okno. Na płachetce brudnego śniegu stadko wron, a może gawronów, nigdy ich nie rozpoznaję. Chciałabym, żebyśmy się zatrzymali. Chciałabym popatrzeć na nie przez chwilę, ale nie, lepiej nie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Nie cieszysz się? - pyta Adam, a ja zaczynam panicznie szukać słów. Zgubiłam wszystkie, mam pustą głowę.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Alu, mów do mnie...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;I znowu to samo. Oślepiający blask styczniowego słońca. Zmarznięte grudki śniegu chrzęszczą pod stopami. Jestem po pracy. Spieszę się. Matka odchodzi pewnie od zmysłów. Mam dla niej w torebce coś specjalnego, książkę, stary romans Stephanie Laurens. Nerwowo sięgam do kieszeni, wyciągam telefon i spoglądając na ekranik, przyspieszam. Jest już późno. Słyszę dźwięk hamującego nieopodal samochodu, trzask otwieranych drzwi.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Złociutka, zapnij mi perły na szyi, bo palce za grube - rozlega się znajomy, piskliwy głos Cyganki.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Nie patrzę w jej stronę. Czarne, smutne oczy mogłyby pozbawić mnie odwagi. Podchodzę bez wahania. Na ustach starej wykwita uśmiech bezmiernej ulgi. Ryba bierze. Złociutka ryba. Tego właśnie pragnęła - szybkiej reakcji dobrego, naiwnego serca... Serca, które można łatwo oszukać&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;b&gt;&lt;img src=&quot;//site-899280.mozfiles.com/files/899280/83253805_113295606886088_7804705744409853952_o.jpg&quot; style=&quot;width: 94px;&quot;&gt;&lt;br&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;b&gt;Aneta Lejwoda-Zielińska&lt;/b&gt; - autorka bajki &lt;b&gt;&lt;i&gt;&quot;Miś Staś i przyjaciele&quot;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, polonistka, wychowawca świetlicy szkolnej.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description>
            </item>
                    <item>
                <title>W głębi lasu...</title>
                <link>http://na-ustach.mozello.pl/zrelaksuj-sie-z-nami/params/post/2005408/w-glebi-lasu</link>
                <pubDate>Tue, 04 Feb 2020 20:15:00 +0000</pubDate>
                <description>&lt;p&gt;&lt;br&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img src=&quot;//site-899280.mozfiles.com/files/899280/landscape_forest_trees_moss_nature_autumn_sunlight_lighting-842502.jpg?1580847563&quot; style=&quot;width: 517px;&quot; class=&quot;moze-img-center&quot;&gt;&lt;br&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;b&gt;Tekst: Alicja Szulborska&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Domownicy przekręcają się z boku na bok i zapadają w głęboki sen, kiedy Matylda wciąga na siebie dres i najciszej jak tylko potrafi schodzi po schodach. Skrada się niczym mała myszka, która nie chce być usłyszana przez kota. Przekręca klucz w zamku i wybiega w ciemność.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Powietrze jest przyjemnie rozgrzane. Pachnie kwiatami, trawą i miętą rosnącą w ogródku. Gdyby nie księżyc, zawieszony wysoko nad głową, to mogłaby powiedzieć, że to jeden z gorących, letnich dni.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Idzie przed siebie. Zarośla okala nieprzenikniona ciemność, na niebie iskrzą się tysiące gwiazd, a z pobliskiego lasu dobiegają tajemnicze dźwięki.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Ciekawość. Nie może z nią walczyć.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Nie zna dokładnego miejsca. Kieruje się instynktem i dziwnymi (niepokojącymi?) odgłosami wydobywającymi się z głębi ciemności. Skrada się niczym łowca lub zwierzę, które nie chce być zauważone.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Tymczasem otaczający ją świat wybudza się ze snu i nie zamierza zachowywać się cicho. Teraz może być sobą i przestać udawać, że jest martwy. Zaczyna łapczywie i głośno oddychać, wydaje z siebie różne odgłosy, porusza się.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Matylda nie potrafi odpowiedzieć sobie na pytanie czy to, co słyszy, jest złudzeniem czy też prawdą. Wie jednak, że jeśli tego nie sprawdzi i nie dotrze do miejsca znajdującego się gdzieś w głębi lasu, nie zazna spokoju.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Idąc przed siebie przypomina sobie sen. Znajduje się na polanie. Jest środek nocy. Przeraża ją ciemność przypominająca zawiesinę. Nic nie widzi. Czuje się ślepa. Co chwila potyka się. Upada. Opiera drżące dłonie o ściółkę i stara się podnieść. Po kilku próbach stoi. Wiatr podwiewa cieniutką koszulę nocną. Z lewego oka zaczynają płynąć łzy. W środku czuje nieprzyjemny uścisk. To strach. Paniczny. Przenika ciało na wylot. Zamiera. Zamyka i otwiera oczy. Nic nie pomaga. Wtedy ją słyszy. Tuż za nią, przeraźliwie pohukuje sowa. Matylda upada na kolana. Dobiega ją odgłos kroków, a może to nie są kroki… Niczego nie jest pewna. Ktoś lub coś zbliża się. Wiatr się wzmaga. Chłosta ją boleśnie po policzkach, biczuje po plecach. Wtedy budzi się.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Tymczasem jest coraz bliżej miejsca, z którego dochodzą tajemnicze odgłosy. Przelotnie spogląda na dłonie. Trzęsą się jak u alkoholika. Splata palce i odmawia modlitwę do anioła stróża. Nie wie po co to robi, ale coś w środku podpowiada jej, że to, co kryje leśna polana nie jest niczym dobrym.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Popychana przez własną podświadomość wchodzi do lasu. Miejsce, które za dnia jest przyjazne, teraz ma w sobie coś złowrogiego. Jakby było pełne mrocznych tajemnic. Najdrobniejszy szelest, powiew liści, dźwięk, sprawia, że jej serce na moment przestaje bić. Co chwila spogląda przez ramię. Krzyżuje ręce na klatce piersiowej i wpinając paznokcie w przedramiona posuwa się do przodu. Prawie nie oddycha, kiedy staje na niewyobrażalnie wielkiej polanie. Okryta płaszczem ciemności sprawia upiorne wrażenie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Matylda obraca się wokół własnej osi. Coś ją niepokoi. Nie wie tylko co to jest. Przygląda się otoczeniu i nagle zdaje sobie sprawę, że odkąd była tutaj ostatnio, miejsce zmieniło się. Kiedy nieoczekiwanie mała szyszka spada jej pod nogi zdaje sobie sprawę, że wokół polany powinny rosnąc same dęby, a tak nie jest. Otaczają ją teraz smukłe, stare sosny, świerki i olchy. Przeciera oczy.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;– Chyba śnię… – szepcze.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;W tym samym czasie, kiedy z wrażenia przykłada dłoń do ust, w zaroślach coś się porusza.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&amp;nbsp;– Tam coś jest…&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Czuje ukłucie w sercu. Przez ciało przebiega fala dotkliwego zimna. Jest to coś podobnego do uczucia obłożonego ciała lodem. Z lewego oka płyną łzy. Jedna po drugiej cichutko osuwają się po policzkach, ocierają o linie ust i opadają na dłonie w tej chwili przyłożone do twarzy.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Braknie jej tchu.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;br&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: 18px;&quot;&gt;&lt;img src=&quot;//site-899280.mozfiles.com/files/899280/floral_background_flower_balance_earth_nature_peaceful_motivation-706536.jpg?1580847759&quot; style=&quot;width: 538px;&quot; class=&quot;moze-img-left&quot;&gt;&lt;br&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: 18px;&quot;&gt;Kiedy wciąga leciutko powietrze z krzaków wyskakuje ona. Maleńka, równie przestraszona i jednocześnie zainteresowana nieznanym przybyszem, sarenka. Dziewczynka od razu spostrzega, że to piękne stworzenie kuleje na jedną nogę.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Nie spuszczając zwierzęcia z oczu opiera się o pień sosny i łapczywie zaczerpuje powietrze w płuca. Wdech i wydech. Ciepłe łzy, które teraz spływają jej po policzkach są wyrazem radości.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;– To tylko ranne zwierzę.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Po chwili wytchnienia podnosi się i co sił pędzi do domu prosić domowników o pomoc maleńkiej sarence.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Dąbrowa Michałki, maj 2012 roku&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;b&gt;O autorce:&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;b&gt;&lt;img src=&quot;//site-899280.mozfiles.com/files/899280/medium/Alicja_Szulborska.jpg&quot; style=&quot;width: 267px;&quot;&gt;&lt;br&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;&lt;span style=&quot;color: #6f2e01&quot;&gt;Alicja Szulborska&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; – urodzona w 1986 roku na Podlasiu. Autorka opowiadań i wierszy. Lubi zanurzać się w wyobraźni, leniuchować na łonie natury (najchętniej w górach i rodzimych stronach), zakochiwać się w nowych miejscach, pracować w ukochanym ogrodzie, zbierać kartki z kalendarza i oczywiście czytać.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Dotychczasowe publikacje:&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; • Tajemnicze zajście w Dębach i inne opowieści, ebook, RW2010, Poznań 2015.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; • Skazańcy, ebook, RW2010, Poznań 2015.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; • Mężczyzna z fajką, ebook, RW2010, Poznań 2014.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; • Tajemnicze zajście w Dębach, ebook, RW2010, Poznań 2014.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; • Uwiedziona przez księżyc. Ostatnia historia z ludzkiego życia Benity, ebook, RW2010, Poznań 2014.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; • Paczka z Chin [online], eChiny.pl, 2011. Dostępny w Internecie: http://echiny.pl/kultura/legendy%E4%BC%A0%E8%AF%B4/paczka-z-chin/ (odczyt: 29.01.2020).&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; • Rozterka młodej Myśli, [w]: Słowami w serce, sercem w słowa, Solaris, Czelabińsk 2010.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Znajdziesz ją na: &lt;a href=&quot;https://laboratoriummysli.wordpress.com/ &quot; target=&quot;_self&quot;&gt;https://laboratoriummysli.wordpress.com/&lt;/a&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description>
            </item>
                    <item>
                <title>NIGDY SIĘ CIEBIE NIE WYRZEKNĘ... Cz. 1</title>
                <link>http://na-ustach.mozello.pl/zrelaksuj-sie-z-nami/params/post/1997775/nigdy-sie-ciebie-nie-wyrzekne-cz-1</link>
                <pubDate>Mon, 27 Jan 2020 17:37:00 +0000</pubDate>
                <description>&lt;div&gt;&lt;br&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;br&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img src=&quot;//site-899280.mozfiles.com/files/899280/medium/balance_inspiration_motivation_life_scene_wander_journey_explore-707089.jpg&quot; class=&quot;moze-img-center&quot;&gt;&lt;br&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;Tekst: Agnieszka Krizel&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;western moze-justify&quot;&gt;&lt;b&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;
&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&quot;bo w życiu miłość jest najważniejsza&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;western moze-justify&quot;&gt;&lt;b&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;
&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;a ta matki... jedyna i najszczersza&quot;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;western moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;b&gt;
Agnieszka Krizel&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;western moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;
&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;

&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;western moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;
Grażyna spojrzała na zegarek. Godziny biegły jedna za drugą.
Coraz bliżej wyjątkowej uroczystości, której była główną
bohaterką. Co i rusz dopadały ją wątpliwości. Jeszcze do końca
nie jest przekonana decyzji, jaką podjęła pod wpływem nacisków
przyjaciółek, bliskich i znajomych. Jak to? W jej wieku wychodzić
za mąż? Owszem, kochała Andrzeja. To akurat nie podlegało żadnym
dyskusjom. Ale chciała znać przede wszystkim zdanie i opinię
swojego jedynego dziecka, syna Aleksandra. 
&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;western moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;
- Grażynko, wszystko w porządku? - Andrzej zapukał delikatnie w
drzwi sypialni.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;western moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;
- Tak, tak. W jak najlepszym - odpowiedziała szybko.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;western moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;
Właśnie, że nie! - chciała wykrzyczeć. Dlaczego Olek  wyjechał
tak nagle? Te kilka lat nieustannych pytań i poszukiwań wracało
jak bumerang. Chyba zgłupiałam do reszty - znowu
wątpliwości. - Ja tu, a on nie wiadomo  gdzie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;western moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;
Odłożyła pędzel, którym nakładała niewielką ilość pudru na
twarz. Zerknęła na wiszącą na wieszaku sukienkę. Serce jej
przyspieszyło. Ten dzień ma być jednym z najpiękniejszych. &lt;/span&gt;&lt;span lang=&quot;pl-PL&quot; class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Czy
aby dobrze robi? Tuż przed pięćdziesiątką wychodzić znowu za
mąż? &lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;
&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;western moze-justify&quot;&gt;&lt;span lang=&quot;pl-PL&quot; class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;img src=&quot;//site-899280.mozfiles.com/files/899280/lady_bedroom_pillow_woman_sheets_female_peaceful_girl-706620.jpg?1580146893&quot; style=&quot;width: 303px;&quot; class=&quot;moze-img-left&quot;&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;western moze-left&quot;&gt;&lt;span lang=&quot;pl-PL&quot; class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;span style=&quot;font-size: 18px;&quot;&gt;***&lt;/span&gt;&lt;br&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;western moze-left&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;
Grażyna należała do kobiet, które nie miały w życiu łatwo.
Rodziców nie miała i nie znała. Wychowywała się w domu dziecka,
przyszłego męża poznała na przysłowiowym gigancie, kiedy z
koleżanką zapragnęły poznawać świat uciekając którejś nocy z
placówki. Marek był artystą. Malował obrazy. Uważał się za
wielkiego &lt;/span&gt;&lt;span lang=&quot;pl-PL&quot; class=&quot;moze-huge&quot;&gt;guru&lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;.
Po nocy u jednej z jego koleżanek, zapragnęli resztę życia
spędzić razem. Ona miała siedemnaście lat, on dwadzieścia pięć.
Imponował jej urodą, szarmanckim uśmiechem i tekstami rodem z
tanich romansów. Zamieszkali u matki Marka. Kobieta wychowywała
syna sama pracując w zakładzie pracy chronionej &lt;/span&gt;&lt;span lang=&quot;pl-PL&quot; class=&quot;moze-huge&quot;&gt;przy
produkcji czekolady&lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;. Mieszkali tak we
trójkę na pięćdziesięciu metrach kwadratowych, w dwóch
pokojach. Kiedy Grażyna zaszła w ciążę, Marek w tym czasie
nigdzie nie pracował. Nikt też nie zamawiał u niego żadnych
obrazów. Było ciężko. Mężczyzna frustracje topił w wódce &lt;/span&gt;&lt;span lang=&quot;pl-PL&quot; class=&quot;moze-huge&quot;&gt;przy
akompaniamencie podchmielonych kumplów od kieliszka&lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;.
Z czasem agresywnie reagował na prośby Grażyny, by zaczął
rozglądać się za normalną pracą zarobkową. Kiedy była w
szóstym miesiącu ciąży, akurat skończyła osiemnaście lat i
wzięli ślub cywilny. 
&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;western moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;
Doskonale pamięta ten dzień. Był ciepły czerwiec. Ona w skromnej
kremowej sukience długiej do kostek i jego poczucie władczości nad
świeżo poślubioną żoną, którą siłą wziął w nocy, notabene
poślubnej. Nie pomagały prośby, że nie ma ochoty. Stosunek
zamiast należeć do przyjemnych sprawił tylko potworny ból. Przez
dwa dni po tym wydarzeniu lekko krwawiła. Lekarz podczas najbliższej
kontroli jednak uspokoił ją, że z dzieckiem jest wszystko w
porządku. Oczywiście lekarzowi niczego nie &lt;/span&gt;&lt;span lang=&quot;pl-PL&quot; class=&quot;moze-huge&quot;&gt;powiedziała.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;western moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;
Gehenna zaczęła się, gdy mały Olek miał pięć lat, a teściowa
Grażyny zmarła. Awantury, bicie, groźby były na porządku
dziennym. Marek &lt;/span&gt;&lt;span lang=&quot;pl-PL&quot; class=&quot;moze-huge&quot;&gt;w
tym czasie zrobił się &lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt; bardzo
impulsywny i drażliwy, szybko wpadał w szał, w nerwach często
krzyczał, że jest artystą, który potrzebuje natchnienia. W tym
celu też wybierał się do pobliskiego baru i z kolesiami od
kieliszka chlał na umór, do nieprzytomności. Spitego
przyprowadzali pod drzwi mieszkania. Grażyna pracowała w tym czasie&lt;/span&gt;&lt;font color=&quot;#ff0000&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;
&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;w jednym z osiedlowych sklepów. Synka zaprowadzała
codziennie do przedszkola, ale gdy jej dyżur wypadał w nocy
chłopcem zajmowała się starsza sąsiadka, pani Genia, samotna
kobieta. Kładła go u siebie spać, by malec mógł wstać rano
wypoczęty. Szala goryczy przelała się, gdy Marek zaczął ćpać.
Mieszkanie zac&lt;/span&gt;&lt;font color=&quot;#000000&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;zęli&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt; odwiedzać dziw&lt;/span&gt;&lt;span lang=&quot;pl-PL&quot; class=&quot;moze-huge&quot;&gt;ni
ludzie&lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;. Łysi, z szerokimi karkami.
Nieprędko kobieta zorientowała się, jak &lt;/span&gt;&lt;font color=&quot;#000000&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;daleko
zaszły&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt; sprawy. Ale owo&lt;/span&gt;&lt;font color=&quot;#ff0000&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;font color=&quot;#000000&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;popołudnie&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;
zapamięta do końca życia.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;western moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;
Duszny i gorący sierpień. Wróciła z pracy po dziesięciu
godzinach stania przy &lt;/span&gt;&lt;span lang=&quot;pl-PL&quot; class=&quot;moze-huge&quot;&gt;kasie&lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;.
Zmęczona, z siatkami &lt;/span&gt;&lt;font color=&quot;#000000&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;zakupów, w&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;chodząc
usłyszała piski i płacz synka. Zamroczony Marek gonił chłopca po
mieszkaniu z nożem w dłoni. Malec zapłakany i zasmarkany uciekał,
próbując skryć się pod stołem w pokoju. 
&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;western moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;
- Ty mały kur... czaku! Choo...oodź! Będzie pyszsznaa kolaacja!
Ur... ższ... nę ci łepek, uppp... ie...ke i zzzjjeemm!&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;western moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;
Grażynie serce zamarło. Rzuciła siatki, złapała to co miała pod
ręką. &lt;/span&gt;&lt;span lang=&quot;pl-PL&quot; class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Drewnianą&lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;
deską kuchenną uderzała na oślep męża. Upadł mieląc w ustach
stek przekleństw. Nawet się nie bronił, nie spodziewał ciosów.
Złapała malca pod rękę i wybiegła. &lt;/span&gt;&lt;span lang=&quot;pl-PL&quot; class=&quot;moze-huge&quot;&gt;U
sąsiadki&lt;/span&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt; zadzwoniła na policję. Noc i
&lt;/span&gt;&lt;font color=&quot;#000000&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;przyszły&lt;/span&gt;&lt;/font&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt; miesiąc spędziła w
pogotowiu dla kobiet. Pracowała, ale w tym czasie poszukała i
wynajęła mieszkanie. Po dwóch latach rozwiodła się. Nie było
łatwo, bo mąż starał się za wszelką cenę udowodnić przed
sądem, że to ona go zostawiła samego na pastwę losu, bez słowa
wyjaśnienia, na dodatek z długami, które pozaciągała w
parabankach. Koniecznie chciał zrobić z siebie ofiarę. Szczytem
bezczelności było zaskarżenie Grażyny o alimenty dla siebie i
swojej nowej muzy, młodej, pięknej dziewczyny dumnie paradującej w
obcisłej sukience mini i wielkim brzuchem świadczącym o rychłym
rozwiązaniu.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;western moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;
Sąd jednak nie dał wiary pomówieniom Marka zasądzając alimenty
dla Olka oraz korzystne rozwiązanie małżeństwa z orzeczeniem winy
mężczyzny. 
&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;western moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;C.d.n&lt;/span&gt;.&lt;/p&gt;</description>
            </item>
                    <item>
                <title>WIZYTA W MIESZKANIU NUMER SIEDEM. Cz.2 - Anna Gratkowska</title>
                <link>http://na-ustach.mozello.pl/zrelaksuj-sie-z-nami/params/post/1994260/wizyta-w-mieszkaniu-numer-siedem-cz2---anna-gratkowska</link>
                <pubDate>Thu, 23 Jan 2020 10:56:00 +0000</pubDate>
                <description>&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;br&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;b&gt;Tekst: Anna Gratkowska.&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;br&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Jak przez mgłę zacząłem kojarzyć fakty. Miałem jechać do Małgorzaty, bolała mnie głowa, wziąłem proszka, później drugiego… Potem coś musiało się stać. Nadal nie wiedziałem jak się tu znalazłem.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;-&amp;nbsp; Czy ja… umarłem? - zapytałem po cichu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Wszystkie kobiety natychmiast zwróciły się w moją stronę. W tej jednej, jedynej chwili patrzyły na mnie tak samo. Jak na skończonego kretyna.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Oszalałeś? - Kolejna dziewczyna wynurzyła się z pomieszczenia, które jak przypuszczałem było kuchnią. Miała na sobie brązowy garnitur, fryzurę na boba i ogromnego żółtego tulipana wpiętego w klapę marynarki. Ponadto mierzyła chyba ze dwa metry wzrostu i z powodzeniem mogłaby grać w NBA.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&amp;nbsp;- Zazdranna jestem. - Podała mi rękę na powitanie. Miała mocny uścisk dłoni i szeroki uśmiech, który upodabniał ją do klauna. Była szóstą kobietą w tym pokoju. One wszystkie wpatrywały się we mnie z zainteresowaniem, jakbym co najmniej przybył z innej planety albo był jedynym facetem, który kiedykolwiek pojawił się w progach tego mieszkania. Zresztą, może tak właśnie było. Wolałem nie wiedzieć.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Zazdranna zaraz wszystko z ciebie wyciągnie. - Pazernia rozśmiała się, nie przestając liczyć kupek dolarów. - Ona lubi wszystko wiedzieć i wszystkich kontrolować.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;img src=&quot;//site-899280.mozfiles.com/files/899280/vampire_dark_fantasy_eyes_woman_fashion_beautiful_iris-766242.jpg?1579777112&quot; style=&quot;width: 432px;&quot; class=&quot;moze-img-center&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;br&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Na potwierdzenie jej słów Zazdranna zbliżyła się do mnie i zapytała modulowanym głosem:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Kim jest Małgorzata? Czy to…? - Zrobiła wymowną pauzę, jakby to była wyłącznie gra w kalambury.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Nerwowo przełknąłem ślinę. No to teraz się zacznie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- To jest moja… kochanka.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Ku mojemu zdziwieniu żadna z nich nie wysłała mnie do piekła. Co więcej: Lubieżka z radości aż klasnęła w dłonie i posłała dwuznaczny uśmiech.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- W takim razie musisz nam koniecznie opowiedzieć jak do tego doszło, jak zaczęliście się spotykać. - Delikatnie, ale stanowczo pociągnęła mnie w stronę kanapy. - Siadaj i opowiadaj. - Umościła się tuż obok, nie przestając posyłać mi uśmiechów uwielbienia. Po drugiej stronie leniwa Lena napisała na Facebooku #interesującaopowieść#interesującymężczyzna. Wkurzona Furianka nadal przechadzała się po pokoju, a Pazernia liczyła swoje pieniądze, uważnie słuchając rozmowy. Za to Zazdranna stanęła naprzeciw mnie i obrzuciła nieufnym spojrzeniem.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Opowiadaj - powiedziała tonem zaprawionego w rozkazach kaprala. - Wszystko, daty, miejsca, nazwiska. I pamiętaj, że chronologia ma większe znaczenie niż myślisz. Ja i tak to potem sprawdzę!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- To w takim razie ja zaparzę herbatę. - Łakomcja popędziła do kuchni z prędkością na jaką pozwalały jej grubiutkie nóżki.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Tylko nie wyjadaj ciastek! - Furianka wrzasnęła na nią w ostatniej chwili. - One są moje, słyszysz??&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Ja niczego nie podkradam. - Łakomcja zaczerwieniła się po same uszy.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Ależ oczywiście, że podkradasz! - Furianka wrzasnęła z mocą. - Kto inny w tym domu wyjada ciastka bez zostawiania okruchów??&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Furianka, idź, wyżyj się na worku treningowym. - Zazdranna wskazała palcem drugi pokój. - A ty opowiadaj. Czekamy.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Pięć par oczu natychmiast zwróciło się w moją stronę. Od czego mogłem zacząć? Od Łucji, mojej żony czy od Małgorzaty, której niespodziewane pojawienie się w szpitalu wywróciło moje życie do góry nogami?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Zacznij od miłości. - Nieoczekiwanie przyszła mi z pomocą Lubieżka. - Tak będzie najprościej.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Kiwnąłem głową na potwierdzenie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Moja żona ma na imię Łucja i nawet nie wiem, kiedy z najbliższej mi osoby stała się kimś zupełnie obcym…&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;W tym momencie w drzwiach kuchni stanęła siódma kobieta. Była inna niż pozostałe. Miała na sobie czarną, dopasowaną garsonkę, ciemne włosy spięła w kok, a usta musnęła czerwoną szminką. Bez słowa wyciągnęła zapalniczkę i zapaliła papierosa. Smużka dymu uniosła się ku górze, kobieta uśmiechnęła się kpiąco. Przypominała niegdysiejszą ikonę kina, która potrafi uwodzić spojrzeniem i doprowadzać mężczyzn do szaleństwa.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Jeżeli kiedykolwiek jakimś dziwnym zrządzeniem losu miałbym się umówić z którąś z tych kobiet, to tylko z czarną damą, która z taką nonszalancją opierała się o framugę drzwi.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- No tak, wiedziałam, że gwiazda prędzej czy później się pojawi. - Lena ciężko westchnęła.- Oczywiście jak zawsze w najlepszym momencie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;br&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img src=&quot;//site-899280.mozfiles.com/files/899280/art_graffiti_blue_face_woman_eyes_mouth-1014445.jpg?1579777114&quot; style=&quot;width: 434px;&quot; class=&quot;moze-img-left&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Pychenia, czy już puściłaś z dymem wszystkie wyobrażenia na swój temat? - Furianka nerwowo zabębniła palcami po moim kolanie. - Skończ już to przedstawienie i siadaj do cholery!&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;W odpowiedzi Pychenia przewróciła oczami i zajęła miejsce przy stole naprzeciw Pazernii.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Kontynuuj. - Zwróciła się do mnie, zakładając nogę na nogę. - To może być nawet ciekawe.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Kolejny raz przełknąłem ślinę, będąc pod ogromnym wrażeniem jej osoby. Była… doskonała. Miałem ochotę do niej podejść i zapytać czy chciałaby ze mną spędzić popołudnie. Odwróciłem jednak wzrok i zapatrzyłem się na wiszący na ścianie obraz. Z moich ust popłynęła opowieść:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Kiedyś z Łucją tworzyliśmy idealną parę. Mieliśmy podobne poczucie humoru i podobne plany na przyszłość. Chcieliśmy wziąć psa ze schroniska, przebiec maraton, a za kilka lat wyruszyć w długą podróż po Azji. Uwielbiałem z nią rozmawiać. Łucja zdradzała mi sekrety swoich przyjaciółek, ja zanudzałem ją opowieściami o najgorszych pacjentach. Ale potem zmieniłem pracę. A może to praca zmieniła mnie? Stałem się marzycielem. Chciałem mieć dom z ogrodem, zwiedzać świat, ale do tego potrzebowałem pieniędzy. - W tym momencie zerknąłem na Pazernię, która z czułością wpatrywała się w największą kupkę dolarów. - I Łucja też chciała żyć na poziomie. Ale nie rozumiała, że dodatkowe pieniądze to dodatkowa praca. Zajęte weekendy. Późne powroty do domu. W pewnej chwili moja wiecznie naburmuszona żona zaczęła podejrzewać, że kogoś mam…&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;W tym momencie Zazdranna przechyliła nieznacznie głowę. Tę informację na pewno zapisała na swoim twardym dysku.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Początkowo żartowałem, że zdradzam ją tylko z pracą. Zresztą, kochałem swoją pracę. Od dziecka chciałem być lekarzem, leczyłem lalki siostry, na medycynę dostałem się za pierwszym razem. Mój zawód to była moja pasja, moje życie, moja misja… A ona miała mi za złe, że chcę być coraz lepszy.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- No właśnie. - Pychenia przerwała mój wywód i spojrzała prosto w oczy. - To są kotku, ambicje. Ciężko pracowałeś, a ona tego nie rozumiała.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Tak… nie rozumiała - powtórzyłem za Pychenią jak posłuszne dziecko. - Dlatego kłóciliśmy się z Łucją coraz częściej. O byle co. O piętnaście minut spóźnienia. O nieodebrany telefon. Źle odłożoną książkę. A potem spotkałem Małgorzatę. I wreszcie zrozumiałem czym naprawdę jest miłość.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- To wcześniej nie wiedziałeś? - Zazdranna przyglądała mi się uważnie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Wiedziałem, ale przy Małgorzacie poczułem się wolny. Wolny. Wiecie co to znaczy? Nie tłamsiła mnie swoimi problemami, nie domagała się deklaracji, nie czepiała o pierdoły. Mogłem być sobą, niepoważnym, romantycznym facetem, a ona i tak patrzyła na mnie tak jakbym był młodym bogiem paradującym w lekarskim fartuchu. Wiecie co mam na myśli?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Ha! - Lubieżka ponownie klasnęła z radości w ręce. - Nareszcie opowieść, w której nikt nie ma moralnych dylematów! Po prostu “żyli długo i szczęśliwie, dopóki nie stało się to zbyt nudne!” Wspaniale! - Pokazała uniesiony kciuk na znak, że mam jej pełne poparcie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Ale oczywiście ty nic nie powiedziałeś żonie…? - Zazdranna położyła mi rękę na ramieniu.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- No nie…&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- A Małgorzacie? Czy Małgorzata wie co do niej czujesz?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Nie… To znaczy jestem prawie pewien, że się domyśla. Jest bardzo inteligentną kobietą, a ja wiele razy dawałem jej odczuć, że nie jest mi obojętna. Ale nigdy nie miałem odwagi, by powiedzieć jej o tym wprost. Bo wtedy musiałbym też powiedzieć Łucji, że z nami koniec. Tyle tylko, że…&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Nagle zamilkłem. Coś sobie przypomniałem. Byłem umówiony z Małgorzatą w kafejce. Miałem jej powiedzieć o tym co niej czuję, że jest idealną kobietą, która zadaje wyłącznie właściwe pytania, a nie banalne “Gdzie byłeś? Co robiłeś?” Była naprawdę cudowna, wiedziała, że nie każde właściwie postawione pytanie będzie miało właściwą odpowiedź.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Moje przedłużające się milczenie wywołało lawinę komentarzy siedzących wokół mnie kobiet:&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Z żoną mógłbyś to załatwić raz dwa. Wiesz, wystarczy trochę więcej niż zwykle cynamonu… Albo po prostu kilka ampułek adrenaliny... - Zazdranna spojrzała na mnie wymownie.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Cynamon? - Łakomcja podniosła głowę znad ciasta, które przyniosła w trakcie mojej opowieści.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Tak, cynamon. - Furianka prychnęła ze złością. - W nadmiarze może zaszkodzić. Czasem mam ochotę dosypać go tobie do herbaty, tak bardzo mnie wkurzasz podjadaniem ciastek!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Tylko pamiętaj, że jak już zechcesz wykończyć żonę, to zabezpiecz się finansowo. Intercyzę podpisałeś? - Pazernia nadal przeliczała pieniądze.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- A potem… “żyli długo i namiętnie.” - Lubieżka prowokacyjnie przygryzła usta.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- I nie schrzań tego potem, ok? - Lena łaskawie na mnie zerknęła. - W gruncie rzeczy lenistwo jest bardzo dobre dla związku. Nie będziesz zaskakiwał jej przynoszeniem kwiatów i czekoladek, to i ona nie będzie miała pretensji, jeśli pewnego dnia o tym zapomnisz.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Wspaniale to wymyśliłeś. - Pychenia uśmiechnęła się najpiękniejszym z możliwych uśmiechów. - Jestem z ciebie dumna!&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Przyglądały mi się wszystkie z uwielbieniem, jakbym odwalił dobrą robotę, a nie planował życiowy przewrót z powodu niespodziewanego uczucia. Coś mi tu nie grało. Dlaczego żadna z nich nie solidaryzowała się z Łucją? Przecież nawet jej nie znały! Mnie chyba też nie. Bo nie znały, prawda?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Aż nagle przypomniałem sobie wszystko. Owszem, planowałem spotkać się z Małgorzatą. Chciałem jej powiedzieć, że kocham ją nawet z tymi napompowanymi ustami i nie boję się jej pocałować. Ale wtedy, gdy kończył się mój dyżur, jeden ze znajomym zapytał jak się miewa Łucja.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Łucja? - powtórzyłem zaskoczony? - Świetnie. Rewelacyjnie. Kiedy wydziera się na mnie z powodu pięciu minut spóźnienia, to wie o tym połowa dzielnicy. Nie sądzę, aby coś jej dolegało poza permanentnym wkurzeniem na męża.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&amp;nbsp;- Czyli nic ci nie powiedziała? - Znajomy bacznie mi się przyglądał.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- O czym?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Ma pakiet powiększonych węzłów chłonnych w pachwinie. Zleciłem usg i badania krwi, wyniki są niejednoznaczne. Dopiero badanie histopatologiczne może nam powiedzieć coś więcej. To oczywiście nie musi być nowotwór, wiesz o tym doskonale, ale jeżeli to rak…&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Przymknąłem oczy, nie słuchałem. Nagle strasznie rozbolała mnie głowa. Jakby ktoś wziął tę kulę nabitą medycznymi pojęciami i z całej siły kopnął, tak aby poleciała w kosmos. Wyszedłem ze szpitala bez słowa pożegnania. Wsiadłem do samochodu, zażyłem dwa proszki, ale moja czaszka nadal przypominała ćmiącą skorupę. Nie wiem jak dojechałem do domu, prawdopodobnie sztab aniołów stróżów czuwał nad moim szczęśliwym powrotem.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Przez całą drogę zastanawiałem się nad słowami przyjaciela. Miałem znajomości, mogłem zagwarantować Łucji najlepsze leczenie i komfortowe warunki rekonwalescencji. Gdyby oczywiście potwierdziła się najgorsza diagnoza. W przeciwnym razie… i tu nie wiedziałem co dalej. Czarna dziura istniała w mojej głowie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Po półgodzinie stanąłem przed drzwiami swojego domu, przymknąłem oczy i pomyślałem, że z chęcią znalazłbym się gdzie indziej, w miejscu gdzie największym problemem były źle dobrane składniki pizzy.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;br&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;img src=&quot;//site-899280.mozfiles.com/files/899280/face_eyes_olhos_contraste_pretoebranco_monocrom_tico_realce-129942.jpg&quot; style=&quot;width: 449px;&quot; class=&quot;moze-img-right&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;A potem nastąpiła seria dziwnych wydarzeń, które musiały być efektem stresu, zmęczenia, zażycia zbyt dużej liczby proszków i niewypowiedzianych fantazji. Nawet nie wiem ile czasu zajęła mi wizyta w tamtym mieszkaniu, bo kiedy otworzyłem oczy, to nadal stałem przed drzwiami swojego domu, a sąsiad bacznie mi się przyglądał.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Wszystko w porządku? - zapytał.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Wykonałem szybki ruch głową, który miał oznaczać coś w stylu “tak, ale byłoby lepiej gdyby pacjenci nie narzekali, a benzyna była tańsza” i nie czekając na dalsze pytania, wszedłem do środka.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;W domu zastałem ciszę. Łucja spała na kanapie przykryta kocem i po raz pierwszy od dłuższego czasu przywitała mnie w taki sposób, w jaki chciałem - milczeniem. Miała bladą twarz, sińce pod oczami, a na sobie znoszony sweter. Przy niej Małgorzata była słowiańską boginią o pełnym kształtach i ustach wypełnionych kwasem hialuronowym.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Hej, Łucja… - Delikatnie dotknąłem jej ramienia.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Spojrzała na mnie zaspanymi oczyma.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Tak sobie pomyślałem… Może byśmy polecieli do Azji…? Na dwutygodniowy urlop? Ciągle to odkładaliśmy na później, bo praca, bo zobowiązania, a przecież nie ma ludzi niezastąpionych… Co ty na to?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Niedowierzanie, jakie zobaczyłem w jej oczach uświadomiło mi, że równie dobrze mogłem zaproponować wylot na Księżyc.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Nie… chyba byśmy się tam pozabijali… - Uśmiechnęła się z lekką kpiną. - Albo zatruli. Albo ktoś by nas okradł. Albo spadł samolot. W najlepszym wypadku kłócilibyśmy się przez dwa tygodnie bez przerwy.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Chyba nie byłoby aż tak źle? - zapytałem cicho.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Z moim temperamentem i Twoim niewyparzonym językiem? Gorzej.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Ciężko westchnąłem. W gruncie rzeczy spodziewałem się takiej odpowiedzi.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- To weźmy ze schroniska psa.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Psa…? - Łucja zerknęła z powątpiewaniem, ale w jej oczach dostrzegłem cień zainteresowania.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Tak, psa. Najbrzydszego psa jaki mieszka w schronisku. Nazwiemy go Paskuda. Albo nie, lepiej Kryzys. Kryzys, aport! - Rzuciłem niewidzialnemu czworonogowi niewidzialny patyk, aż Łucja lekko się roześmiała.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Zawsze, ilekroć mnie wkurzysz, będę z nim wychodził pobiegać. I na odwrót: kiedy ja ciebie wkurzę, to ty będziesz go brać na spacery. Pies nie pozwoli nam się pozabijać. Chyba. Na pewno zadba o naszą kondycję.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Tym razem Łucja roześmiała się głośno.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Pies łagodzi obyczaje?&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Coś w tym rodzaju.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;I nagle zobaczyłem w jej oczach błysk. Było to o tyle zaskakujące, że w ostatnim czasie piorunowała mnie wzrokiem modliszki albo zapowiadała, że utopi w łyżce wody. Zapaliła się do tego pomysłu. Ja zresztą też.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Jeszcze tego samego dnia pojechaliśmy do schroniska i wybraliśmy psa o imieniu Pimpek. Teraz będziemy szukać najlepszej pizzerii w mieście. Takiej, w której można się umówić na sto dwudziestą ósmą randkę w życiu i nie umrzeć z nudów.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Myślę, że prędzej czy później, na pewno nam się to uda.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Koniec.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;b&gt;Zapraszamy na strony autorki tekstu - Anny Gratkowskiej:&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p&gt;&lt;a href=&quot;https://lubimyczytac.pl/autor/76243/anna-gratkowska&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;https://lubimyczytac.pl/autor/76243/anna-gratkowska&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;a href=&quot;https://www.facebook.com/GratkowskaAnna/&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;https://www.facebook.com/GratkowskaAnna/&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;br&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;br&gt;&lt;/p&gt;</description>
            </item>
                    <item>
                <title>WIZYTA W MIESZKANIU NUMER SIEDEM - CZ. 1</title>
                <link>http://na-ustach.mozello.pl/zrelaksuj-sie-z-nami/params/post/1989674/wizyta-w-mieszkaniu-numer-siedem---cz-1</link>
                <pubDate>Sat, 18 Jan 2020 21:41:00 +0000</pubDate>
                <description>&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;b style=&quot;&quot;&gt;&lt;img src=&quot;//site-899280.mozfiles.com/files/899280/eye_lips_kiss_hair_detail_the_details_collage_macro_photography-771838.jpg?1579383159&quot; class=&quot;moze-img-center&quot;&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;b style=&quot;&quot;&gt;Tekst: Anna Gratkowska&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Pierwszą rzeczą, którą zobaczyłem po przebudzeniu, były odrapane drzwi z numerem siedem. Stałem na zniszczonej klatce schodowej, w nieznanym mi budynku, z luką w pamięci wielkości czarnej dziury i wpatrywałem się w nie jak przygłup.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Gdzie ja jestem? Jak się tu znalazłem?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Nie zdążyłem uzyskać odpowiedzi. Nie zdążyłem nawet zadać sobie tych pytań w duchu. Drzwi gwałtownie otworzyły się i w progu pojawiła się nieznajoma kobieta.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- O, cześć słodziutki! - wykrzyknęła na mój widok, jakbym dostarczył jej ulubioną pizzę na podwójnym cieście. Zaraz też cmoknęła mnie w policzek, a ja poczułem pepperoni, salami, oregano czyli mieszankę wypełniającą wnętrze każdej przyzwoitej pizzerii.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Kobieta miała na oko czterdzieści lat, kilka dobrze ukrytych zmarszczek i osiemdziesiąt kilogramów nadwagi. Głowę przewiązała opaską, jak amerykańska kura domowa z lat pięćdziesiątych, na poza tym ubrała się w zwiewne pomarańczowe ciuchy. Była okrągła i lepka. Jak landrynka.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Właśnie zamówiłam pizzę. - Nie pozwoliła mi zapytać o co chodzi. - Na dole jest nowa pizzeria, pewnie ją widziałeś, zresztą, na pewno czułeś, grube ciasto, gęsty, pikantny sos, wymyślne dodatki… Pyszne… - Rozmarzyła się. - Bo widzisz, kiedy pizzę robi Valentino, to zapachy dochodzą aż tutaj. Wyobrażasz to sobie? Aż tutaj, pod nasze drzwi! Giorgio nie jest tak zdolny, jego pizza pachnie trochę inaczej, nie mówię, że źle, ale...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Łakomcja, na litość boską, uspokój się wreszcie! - Nieoczekiwanie z wnętrza dobiegł mnie kobiecy głos. - Wejdź do środka i zrób wszystkim herbatę.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;W odpowiedzi Łakomcja przewróciła oczami i posłała mi kpiący uśmieszek. Z jej spojrzenia wywnioskowałem, że z gospodarzami pizzerii już dawno przeszła na “ty” i w stosownej chwili wyjaśni jak do tego doszło.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Teraz jednak gestem ręki zaprosiła mnie do środka. Co mogłem zrobić? Niepewnie przekroczyłem próg mieszkania i moim oczom natychmiast ukazało się najbardziej zagracone pomieszczenie, jakie tylko można sobie wyobrazić. Wszędzie walały się ciuchy i papiery, markowe torebki i na wpół opróżnione butelki, porcelanowe figurki i dziesięciogroszówki, kable od ładowarek i damskie skarpetki, stare gazety i zaschnięte lakiery do paznokci. Poza tym wyłapałem resztki pizzy, fleki od obcasów, dwa telefony komórkowe, radio, proszki przeciwbólowe, pluszowe serce, świeczkę zapachową, złoty łańcuszek, a na ścianie reprodukcję obrazu&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;i style=&quot;&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Sąd Ostateczny&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Hieronima Boscha.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- O, cześć przystojniaku! - Obca dziewczyna poderwała się z kanapy i w podskokach zbliżyła do mnie. Była młoda, piękna i zgrabna, z rodzaju tych, które dotychczas omijały mnie szerokim łukiem. Miała na sobie koszulę nocną, która udawała sukienkę albo na odwrót - sukienkę udającą koszulę. Rozróżnienie nieistotne, skoro przeciętnemu facetowi ten materiał kojarzył się wyłącznie z przezroczystą folią spożywczą.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Jestem Lubieżka. - Wyciągnęła rękę na powitanie i obdarzyła spojrzeniem, od którego miękły kolana i wysiadał rozum.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Lubieżka, przelecieć cię nie omieszka. - Siedząca przy stoliku kobieta numer trzy wybuchnęła donośnym śmiechem.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Nic z tego nie rozumiałem. Łakomcja, Lubieżka…? To były ich ksywki, prawda? Trafiłem do mieszkania, które zajmowały kobiety napadające na salony urody i drogerie, które wprowadziły na czarny rynek Chanel nr 5, o których prasa pisała “mafia kosmetyczna”? To było to, prawda?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Potwierdzeniem moich przypuszczeń mógł być widok siedzącej przy stoliku kobiety numer trzy: przeliczała leżące na stole pieniądze, których było podejrzanie dużo. Tuż przy krawędzi stołu stał monitor, na którym szalały wykresy. Przez chwilę odniosłem wrażenie, że wykresy zmieniają się zależności od tego jak kobieta ułoży banknoty. Poza tym nadal nic z tego nie rozumiałem.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Lubieżka spojrzała na nią ze złością.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Pazernia. - Powoli wypuściła powietrze z płuc. - Słyszałam, że ostatnio dolar strasznie spadł i straciłaś mnóstwo pieniędzy?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Na te słowa kobieta siedząca przy stole nerwowo potarła jeden z grubych pierścieni. Była obwieszona błyskotkami jak choinka; brakowało tylko długiego łańcucha, którym mogłaby się owinąć od stóp do głów, by po chwili zacząć świecić w rytm ulubionej pastorałki.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Gra na giełdzie wiąże się z ryzykiem - odparła w końcu. - Ale to i tak nic w porównaniu do twoich...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- A więc nie przesłyszałam się. - Lubieżka weszła jej w słowo i uśmiechnęła się triumfalnie. - Znowu przegrałaś. Ile?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;W odpowiedzi Pazernia posłała jej pełne wściekłości spojrzenie, ale na Lubieżce nie zrobiło to najmniejszego wrażenia.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Ostatnim razem przegrała równowartość naszego mieszkania! - Lubieżka pochyliła się do mnie, tak że mogłem zobaczyć drobne żyłki na jej zgrabnym dekolcie. - Równowartość rudery w porządnej dzielnicy, wyobrażasz to sobie?? Ale dość o hazardzistach! Powiedz lepiej co u ciebie słychać, skarbie. - Chwyciła mnie pod ramię. - Czujesz się samotny? Nieszczęśliwy?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Ja, eee…&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Z twojej wypowiedzi wnioskuję, że tak. Masz kłopoty, bardzo dużo kłopotów. Wiesz, wyczuwam takie sprawy. Znaczy się, mężczyzn z problemami wyczuwam. I dlatego jak sądzę, nasze spotkanie nie jest dziełem przypadku...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Przypadek czy nie, lepiej niech kochaniutki coś przekąsi. Marnie wygląda, sama skóra i kości. - Z drugiej strony przylepiła się do mnie Łakomcja. Nadal pachniała pepperoni, więc doszedłem do wniosku, że obficie skropiła się perfumami o zapachu pizzy.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Jeśli mnie pamięć nie myli, to chyba jest anemia. Albo anhedonia...? - Dopiero teraz zauważyłem czwartą kobietę. Leżała na kanapie, w rozciągniętej pidżamie i brudnych kapciach, które przypominały coś pomiędzy żabą a krokodylem. Zerknęła na mnie beznamiętnie, a ja natychmiast rozpoznałem ten typ kobiety. Otóż, ten typ kobiety całe dnie wałęsał się po mieszkaniu albo po Facebooku i zawsze narzekał, że doba jest za krótka, a życie niewystarczająco zabawne.&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Gdybyś się tak nie leniła i skończyła studia, to miałabyś jakiekolwiek pojęcie o chorobach. - Pazernia przerwała liczenie pieniędzy i rzuciła jej pełne wyrzutu spojrzenie. Wykres zaczął szaleć jakby Wall Street opanowała epidemia wścieklizny i nie byłem pewien czy pokazuje skaczącego dolara czy tętno Pazernii.&amp;nbsp; - Wiesz ile mogłybyśmy zarobić, gdybyś otworzyła prywatną praktykę?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Wiem, wiem, mówiłaś to już tyle razy, że nawet cierpiąc z powodu ostrych zaników pamięci, miałabym to w małym palcu. - Mina dziewczyny wyrażała śmiertelne znudzenie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Mogłybyśmy się wreszcie stąd wyprowadzić.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Mogłybyśmy się wreszcie stąd wyprowadzić, gdybyś podzieliła się z nami forsą.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Miałabym za ciebie założyć? Wiedząc, że zawalasz studia??&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Och, jesteś taka okropna! - Lena krzyknęła i skuliła się na łóżku. - Wiesz, że nie mogłam studiować. Miałam kryzys.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Kryzys? Jaki do cholery, kryzys, Lena?! - Nagle do pokoju wparowała ubrana na czarno dziewczyna. Była wściekła, więc na wszelki wypadek zrobiłem krok w tył i udałem, że jestem jednym z przedmiotów zaśmiecających pomieszczenie. - Ty jesteś leń patentowany! Obibok i nierób do kwadratu! Nie wiem co ty sobie myślałaś! Że studia to dobra zabawa? Całonocne imprezy? Bycie dorosłym, ale tak&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;i style=&quot;&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;nie do końca??&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- No cóż… - Lena posłała jej niewinne spojrzenie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Nie, proszę, ja zaraz oszaleję! - Wkurzona dziewczyna zrobiła gwałtowny obrót, dzięki czemu mogłem zobaczyć ciągnący się od lewego nadgarstka aż po sam łokieć tatuaż&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;i style=&quot;&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Fuck the system.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Furianka, ty się lepiej napij melisy, dobrze? - Lubieżka znacząco chrząknęła. - Mamy gościa, nie widzisz?&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;W tej chwili Furianka zatrzymała się wpół kroku i zerknęła w moją stronę. Pod wpływem jej spojrzenia, skuliłem się w sobie. Zabije mnie, jak nic. Ale wcześniej wyliczy wszystkie moje wady, zaczynając od tej, że podszywałem się pod stojak w jej zagraconym mieszkaniu.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- A co ty tu robisz, pajacu? - zapytała po chwili, niebezpiecznie zmniejszając dzielącą nas odległość.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- No cóż… - odparłem dyplomatycznie. - Prawdę mówiąc nie wiem jak się tu znalazłem. To znaczy do pewnego momentu nie wiem, bo później Łakomcja zaprosiła mnie na pizzę, a Lubieżka zdecydowała odgrywać rolę mojego psychoterapeuty. To wszystko.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;- Aha. - Furianka zmrużyła oczy.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;Chyba nie do końca mi wierzyła. Ja sam nie byłem w stanie uwierzyć w to co się stało w przeciągu ostatnich kilku godzin. Bałem się, że wizyta w tym mieszkaniu to rodzaj kary, którą ponosiłem za niewyparzony język, pracoholizm i parę innych, znacznie poważniejszych wykroczeń przeciwko przyzwoitości.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class=&quot;moze-justify&quot;&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;b style=&quot;&quot;&gt;C.d.n&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description>
            </item>
                    <item>
                <title>Zrelaksuj się z nami, czyli...</title>
                <link>http://na-ustach.mozello.pl/zrelaksuj-sie-z-nami/params/post/1980126/</link>
                <pubDate>Tue, 07 Jan 2020 19:32:00 +0000</pubDate>
                <description>&lt;p&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;br&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;&lt;img src=&quot;//site-899280.mozfiles.com/files/899280/medium/Projekt_bez_tytulu.png&quot;&gt;&lt;br&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p&gt;&lt;span class=&quot;moze-huge&quot;&gt;...chwila dla siebie. Tutaj będą się pojawiać podzielone na części opowieści.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;</description>
            </item>
            </channel>
</rss>